By

Pesto potrafi ukręcić nawet z niejadalnych – wydawałoby się – liści rzodkiewki. Katarzyna Gubała – redaktor naczelna magazynu Slowly Veggie właśnie wydała książkę „Warzywa górą”. Przekonuje w niej, że kuchnia wege jest smaczna i prosta, a na dowód dzieli się swoimi najlepszymi przepisami. Nam Kasia też podpowiada i radzi, by do tematu nie podchodzić jak do jeża. Chyba, że warzywnego!

Przejrzałam właśnie Twoją piękną, świeżo wydaną książkę „” w której przekonujesz, że kuchnia wege jest dla każdego i przyznaję – kupiłaś mnie, chcę spróbować! Od czego mam zacząć, by zapał nie przeszedł po pierwszym średniojadalnym burgerze z buraków?

Na wstępie chciałabym od razu obalić dwa mity. Po pierwsze kuchnia roślinna wcale nie jest skomplikowana, a po drugie – absolutnie nie jest droga. Jeśli zaakceptujemy te fakty, będzie nam o wiele łatwiej myśleć o tym wszystkim, co trafia na nasz talerz i jest wege. Warto zacząć od uświadomienia sobie czy, jak kto woli zapisania na kratce tego, co się lubi. Pomidory, buraki, papryka, marchewka, orzechy, ryż, soczewica. Nawet kilka składników sprawi, że zastanowimy się, jakie mamy preferencje smakowe. Z tego co lubimy dużo łatwiej jest nam skomponować pierwsze dania. Jeśli kompletnie się nie znamy na kuchni roślinnej lub nawet gotowaniu, a chcemy zacząć, to spróbujmy przygotować proste pesto. Nie jakieś skomplikowane. Wystarczy garść słonecznika, oliwa z oliwek, odrobina soli i na przykład… natka z marchewki, pietruszki, liście buraków, kalarepki. Takie zblendowane pesto smakuje wyśmienicie i kosztuje niewiele. Po zrobieniu pierwszego, które może nam posłużyć jako przystawka, smarowidło do chleba czy główny dodatek do makaronu lub ryżu, zacznijmy kombinować. Zróbmy to samo pesto, ale zamiast słonecznika użyjmy orzechów włoskich lub nerkowców, a zamiast naci z marchewki – liście rzodkiewki. Otrzymamy idealne, pełnowartościowe śniadanie roślinożercy. I tak krok po kroku rozwijajmy nasze smaki z zestawu, który sobie uświadomiliśmy na początku.

Nie do końca wierzę, że łatwo się przestawić, że to jedzenie dla każdego. Gdzie, Twoim zdaniem, mogą pojawić się największe problemy? Na czym potykają się najczęściej debiutujący weganie?

Kuchnia wege jest bardzo różnorodna, ale myślę, że największym problemem na początek może być nasza własna wyobraźnia. Jeśli jesteśmy przyzwyczajeni od dziecko, że na obiad jest mięso, a do kanapek wędlina, trudno, tak z dnia na dzień, wymyślić coś innego. Dlatego pewność i radość z wegekuchni może przyjść z czasem. Tak naprawdę w kuchni w ten sposób przełamujemy bariery kulturowe wpojone nam przez pokolenia. Ten sam kotlet mięsny możemy zastąpić roślinnym. Wystarczy cieciorka, soczewica, kasza jaglana jakieś warzywo, np. burak, szpinak, ziemniak, batat. Gotowanie jest proste, to raczej stereotypy trzymają nas w pewnym utartym schemacie. I właśnie kuchnia roślinna to zmienia, przełamuje.

Czy rzeczywiście kuchnia roślinna jest dla wszystkich? Znasz przypadki skrajnych mięsożerców, który się nawrócili i dziś nie wyobrażają sobie życia bez roślin, a na widok mięsa się dziś krzywią?

Najbardziej spektakularnym przykładem zmiany mięsożercy na roślinożercę są żołnierze. Kiedy żołnierz na diecie wege jedzie na poligon, to wszyscy od razu pytają go: i co ty biedaku będziesz tam jadł na tym państwowym wikcie. A on wtedy ze spokojem odpowiada: Będę jadł kamienie i popijał rosą. Taki żart. A tak serio, to nawet w wojsku roślinożerca znajdzie dla siebie bombę energetyczną – fasola czy groch to podstawa dań serwowanych w wojskowej kuchni. Wystarczy nie dodawać do nich mięsa. W sumie to proste.

59104788f004c

, Katarzyna Gubała, od 29 zł

Mam też znajomego sąsiada żołnierza, który nigdy nie spotkał się z kuchnią wege. Dopiero kiedy mnie poznał, zaczął u mnie jadać roślinnie. I ja mu nic nie mówiłam. Nie zachwalałam, nie opowiadałam o zaletach, nie agitowałam, no po prostu serwowałam moją zdrową kuchnię na weekendowy obiadek. I on za każdym razem wychodził od nas zachwycony. Długo nie wiedział skąd się to jego zadowolenie brało. Aż któregoś dnia na grillu wyjadł nam wszystkie faszerowane pieczarki, cukinie i kończył papryki, kiedy nagle wykrzyknął: Słuchajcie, ale na tym grillu nie ma mięsa! I wszyscy się roześmiali. Pół roku zajęło mu zrozumienie, że ciągle u nas je rośliny i że smakują mu bardziej niż karkówka czy kiełbasa. Skończyło się na tym, że spotkałyśmy się z jego żona, żeby trochę o tej kuchni jej poopowiadać, bo sąsiad teraz tylko zieleniny sobie na obiad życzy. Twierdzi, że teraz dopiero jest prawdziwym żołnierzem, bo zielony mundur pasuje do zielonej diety. I coś w tym jest.

OK, a co z dziećmi? Już widzę oczyma wyobraźni, jak plują sałatką z jarmużu i kręcą nosem na ciasto raw z karobem…

Nie demonizowałabym tematu dzieci, bo… dzieci jedzą to co lubią, a dorośli dorabiają do wszystkiego filozofię. Dzieci po prostu wybierają to, co jest dla nich dobre. Jeśli powtarzamy dziecku w kółko, że tata nie lubi pomidorów, ale synek ma je jeść, to raczej wątpię, żeby młody był zachwycony. Dzieci do jedzenia nie warto zmuszać. One same sobie znajdą to, co im smakuje. Najprostszym sposobem do przekonania ich do kuchni roślinnej jest po prostu siedzenie z nimi przy jednym stole i jedzenie. Warto poświęcić nasz cenny czas i zasiąść każdego dnia do wspólnej kolacji. Z wyłączonym telewizorem. Wyłożyć pyszności na stół i… niech się każdy częstuje. Rozmawiać sobie po prostu o całym dniu. Kiedy dzieci widzą, że dorośli jedzą, same chętniej sięgają po pewne produkty. Jeśli mogą sobie coś same skomponować, posmarować, udekorować to tym większy maja apetyt. Pozwólmy im na to. Zdziwimy się, po jakie warzywa czy owoce dzieci sięgną, jeśli ich nie będziemy zmuszać, tylko damy wybór i wolność w kompozycji.

Na koniec poproszę o prościutki, ale zwalający z nóg smakiem i aromatem przepis. Taki, by przekonać wszystkich niedowiarków, że kuchnia wege jest warta grzechu.

W mojej książce „Warzywa górą! Od korzeni po liście” stworzyłam aż 127 takich przepisów, które mają być z założenia szybkim i prostym daniem dla każdego, kto o kuchni roślinnej za dużo nie wie, ale chciałby spróbować. Większość przepisów nie zabierze nam więcej niż 20 minut, a czasami nawet mniej. Oto przepis na roślinny budyń, który do książki nie wszedł, a który pojawia się u nas przynajmniej raz w tygodniu. Gotujemy garść kaszy jaglanej do rozgotowania, dodajemy garść truskawek i odrobinę cukru waniliowego. Blendujemy i mamy wspaniały budyń truskawkowy. Stroimy ćwiartkami truskawek, podajemy rzekomemu „niejadkowi”. Pokażcie mi dziecko, które nie zje takiego budyniu? Smacznego!

 

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
wpDiscuz
Узнайте про популярный блог со статьями про Трибулус.
средство для потенции у мужчин

Предлагаем Стромбафорт купить в любом городе.