By

Sezon narciarski zbliża się wielkimi krokami. Miłośników szusowania nie trzeba przekonywać, że sport ten to doskonały sposób na relaks i fizyczną regenerację. Jazda po górskich stokach jest też jednak zaliczana do dyscyplin, które najsilniej obciążają kończyny dolne. Jak przygotować się do „białego szaleństwa”, by uniknąć kontuzji, i co zrobić, gdy padniemy już ich ofiarą?

Kości nie ze stali

Kiedy jeździmy na nartach, nasze nogi działają jak amortyzatory. Intensywnie pracują, by zapewnić ciału równowagę i prawidłową pozycję. To na nich spoczywa nasz cały ciężar. Balast staje się najbardziej dotkliwy podczas szybkiej jazdy i częstych zmian kierunku. Zmiana profilu nart z długich prostych na krótkie taliowane (carvingowe) sprawiła, że sport ten stał się prostszy i szybszy do przyswojenia. Niestety wśród wielu adeptów narciarstwa wzrosło złudne przekonanie co do swoich błyskawicznie nabytych umiejętności. Często skutkuje to dynamiczną i ryzykowną jazdą, podczas której rozwijana prędkość jest traktowana jako wyznacznik narciarskich kompetencji. Tymczasem zderzenie dwóch osób rozpędzonych do 50 km/h można porównać do uderzenia w ścianę z prędkością 100 km/h. Do tego dochodzi kwestia tras zjazdowych. Polskie trasy są wąskie i zatłoczone, przez co nietrudno o wypadek i nabawienie się urazu. – Kontuzje narciarskie dotykają najczęściej narządu ruchu i mogą mieć różnorodny charakter – począwszy od banalnych stłuczeń, poprzez skręcenia stawów, naderwania mięśni, a kończąc na złamaniach otwartych kończyn, które mogą być groźne dla zdrowia i życia. Spośród stawów najbardziej narażony na urazy jest staw kolanowy. Poprzez kolana przenoszony jest ruch, który kontroluje narty. Natomiast stawy skokowe są zabezpieczone sztywnym butem narciarskim i tym samym chronione w czasie wypadku – wyjaśnia dr n. med. Paweł Walasek, specjalista ortopeda i traumatolog.

Miejsca szczególnie wrażliwe

Podczas naszych szaleństw na stoku w obszarze kolana pojawiają się napięcia i obciążenia, które mogą skutkować kontuzją. – Uszkodzenia w tych okolicach są często wywołane skręceniem stawu, gdy dochodzi do kombinacji sił osiowych i skrętnych. Najbardziej narażone na urazy są więzadła krzyżowe przednie, więzadła poboczne piszczelowe oraz łąkotki (najczęściej przyśrodkowa), które stanowią wewnętrzne amortyzatory kolana. Rozległość obrażeń zależy od energii kontuzji, na którą z kolei ma wpływ prędkość jazdy i masa narciarza. W przypadkach urazów o dużej energii może dojść nie tylko do uszkodzeń więzadeł i łąkotek, ale również do złamania kości piszczelowej (a dokładniej jej bliższej części tworzącej staw kolanowy) – ostrzega ortopeda. Dlatego tak ważna jest ostrożność na stoku i unikanie zbyt siłowej jazdy. Wprawdzie sprzęt narciarski jest coraz bardziej zaawansowany technologicznie, a kolejne udogodnienia zmierzają do zapewnienia jak najlepszego bezpieczeństwa, niemniej jednak nie zastąpi to umiejętności i właściwego przygotowania narciarza. Pamiętajmy też, że żadna dbająca o zdrowie osoba nie wejdzie na stok bez rozgrzewki, kasku i pod wpływem alkoholu.

Zaprawa to podstawa

Uprawianie sportów zimowych wymaga nie tylko dobrej kondycji, ale przede wszystkim pracy nad siłą i koordynacją mięśni. Wyjście na stok prosto zza biurka, przy którym siedzimy cały rok, może być dla nas zgubne w skutkach. Na nartach nasze kończyny będą pracowały inaczej niż na co dzień, należy więc je do tego przygotować. Optymalnie, gdy ćwiczymy przez cały rok, natomiast najpóźniej powinniśmy zacząć na miesiąc przed planowanym wyjazdem w góry. Ćwiczyć możemy na własną rękę lub w klubach fitness, które coraz częściej wychodzą z ofertą skierowaną do narciarzy. Warto pamiętać, że nie będziemy koncentrować się wyłącznie na nogach, lecz dążyć do poprawy kondycji całego ciała. Odpowiedni trening powinien zawierać elementy wytrzymałościowe, wzmacniające, rozciągające i koordynacyjne. Minimalny czas, jaki powinny nam zająć ćwiczenia, to dwa razy w tygodniu po 45 minut. Na tym jednak przednarciarska porcja ruchu się nie kończy. Równie ważna jest rozgrzewka bezpośrednio na stoku, która przygotuje nasze mięśnie do wysiłku.

Pierwsza pomoc na stoku

A co jeśli mimo zachowania wszelkich środków bezpieczeństwa na stoku dojdzie do kontuzji? Każdy z nas, niezależnie od zawodu czy wykształcenia, jest zobowiązany do udzielenia pomocy poszkodowanemu. W sytuacjach najbardziej dramatycznych, a więc gdy narciarz jest nieprzytomny, obowiązuje algorytm oceny świadomości – sprawdzamy, czy poszkodowana osoba oddycha, czy drogi oddechowe są drożne i czy zachowana jest akcja serca. W przypadku braku oddechu i wyczuwalnego tętna należy podjąć czynności reanimacyjne, to znaczy wykonać masaż serca – wskazuje dr n. med. Paweł Walasek. Zasady takiego postępowania są powszechnie dostępne w Internecie, poświęćmy więc chwilę na ich przyswojenie. Choć nikomu nie życzymy takich sytuacji, musimy być na nie przygotowani. Bardziej prawdopodobne jednak, że będziemy musieli udzielić pomocy narciarzowi z urazem kończyny. Wówczas nie próbujmy rozbierać narciarza, by ocenić, co się stało, lecz postarajmy się wstępnie unieruchomić bolesną kończynę, używając np. kija narciarskiego. Pamiętajmy o konieczności zabezpieczenia także dwóch sąsiednich stawów. Gdy ból uniemożliwia ruch, wezwijmy niezwłocznie ratownika, który zadba o natychmiastowy transport poszkodowanego do szpitala. Dalsze losy narciarza determinuje rodzaj odniesionych obrażeń. W lżejszych przypadkach wystarczy jedynie unieruchomienie, w innych konieczne bywa leczenie operacyjne – tłumaczy lekarz.

Bez kul po złamaniu

Kiedy kontuzjowana kończyna trafi do gipsowego opatrunku, ceniący sobie aktywne życie miłośnicy zimowych sportów zwykle obawiają się utraty swobody poruszania się i samodzielności. Pacjenta czeka co najmniej kilka tygodni rehabilitacji. Szybko okazuje się, jak trudne i obciążające dla organizmu jest używanie kul łokciowych. Obtarcia i zasinienia na rękach to nie jedyne wady tej tradycyjnej metody. Kule to obok gipsu jeszcze jedno ograniczenie dla chorego, przez które nie można wykonać wielu codziennych czynności. Alternatywnym rozwiązaniem może być ortezo-proteza iWalk 2.0. – To nowe na rynku sprzętu medycznego urządzenie umożliwia stabilizację i poruszanie się pacjentów po urazach kończyn dolnych bez angażowania i wysiłku rąk. W rezultacie możliwa jest większa mobilność i swoboda, ograniczenie konsekwencji tradycyjnie stosowanych metod, a przede wszystkim wyższy komfort podczas złamania – podkreśla ortopeda, dr n. med. Paweł Walasek. Ortezo-proteza sprawia, że mimo kontuzji spacer z psem czy wywieszenie prania nie będą nam sprawiać większych trudności. To także duża samodzielność i brak konieczności angażowania w proces chorobowy rodziny czy przyjaciół. Choć uraz uniemożliwi nam powrót na stok w trwającym sezonie, okres chorobowy przetrwamy przynajmniej w przyjaznych warunkach, planując na przyszłość kolejne „białe szaleństwa”.

Artykuł konsultował dr n. med. Paweł Walasek, specjalista ortopeda-traumatolog oddział Urazowo-Ortopedyczny Szpitala Bielańskiego. Uczestnik wielu kursów krajowych i zagranicznych z zakresu traumatologii narządu ruchu, artroskopii stawu kolanowego i barkowego. Wiedzę i praktykę lekarską łączy z pasją i zaangażowaniem w czynne uprawianie sportu. Pasjonat biegania – ukończył 15 maratonów.

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
wpDiscuz
https://www.pharmacy24.com.ua/

www.cialis-viagra.com.ua/levitra-vardenafil/levitra-60-mg/

surrogacycmc.com